Od kwietnia 2013 roku realizuję projekt pt. Wenusjanki. Obecnie jesteśmy jedną z największych społeczności kobiet w kraju, która spotyka się regularnie. Poznaj moje lekcje z jego prowadzenia.

W naszych wydarzeniach uczestniczą panie z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta i Poznania, zorganizowałyśmy też trzynaście konferencji w Kielcach.

12841188_993927047357827_5003170297823135847_o

Wenusjanki są obecnie zarejestrowanym znakiem towarowym projektem, z którego jestem szczególnie dumna. Dotychczas zrealizowałyśmy 64 konferencje, w których udział wzięło 190 prelegentów i łącznie 6 500 kobiet. W wydarzenia zaangażowało się ponad 700 firm. Często mówię o swojej pracy jako o rzeźbieniu, tworzeniu czego. Dziś będzie o tym, w jaki sposób Wenusjanki wyrzeźbiły mnie.

Już nie raz pisałam o tym jak zaczynałam Wenusjanki i zastanawiałam się czy powinnam o tym pisać po raz kolejny tutaj. Jednak dla jasności i porządku treści postanowiłam, że jednak dobrze byłoby w kilku słowach napisać o tym projekcie, skoro za chwilę chcę przedstawić ci jakie lekcje z niego wyniosłam.

Wenusjanki są moją odpowiedzią na chęć otaczania się wybitnymi osobami. Kiedy przyjechałam z mojego rodzinnego miasta Kielce do stolicy, nie znałam zbyt dużo osób, a szczególnie nie miałam tutaj przyjaciółek. Chodziłam na różne wydarzenia dla kobiet, jednak jakoś nie przemawiały one do mnie. Były przede wszystkim zdominowane przez licznych coachy i trenerów, którzy wychodzili na scenę i opowiadali nam jak żyć.

Tak jak nie mam nic przeciwko indywidualnym spotkaniom z tego rodzaju doradcami, tak w przypadku już większej grupy – bardzo mi to przeszkadza. Nie trafiają do mnie takie ogólniki, dlatego szybko przestałam uczęszczać na takie wydarzenia i postanowiłam stworzyć własne.

Nazwa Wenusjanki to troszkę taka kontynuacja audycji radiowej, którą wymyśliłam i prowadziłam w 2010 roku pt. Planeta Venus. Wspólnie z Jolą Bochacz i Anią Syzdół co tydzień w Radiu Planeta, w każdą niedzielę o 15:00 gościłyśmy różne wybitne osoby – głównie kobiety – i rozmawiałyśmy o tym, w jaki sposób radzą sobie z życiem codziennym, godzą obowiązki zawodowe z prywatnymi. W jaki sposób znajdują czas na pasje.

Dlatego kiedy przyszło do wymyślania nazwy wydarzenia już nie miałam wątpliwości jak powinno się ono nazywać. Co ciekawe, wśród uczestniczek naszych konferencji określenie weszło tak mocno do powszechnego użycia, że aktywne, pełne pasji i motywacji kobiety nazywają „Wenusjankami”. Często na określenie jakiejś osoby mówią – „Typowa Wenusjanka” i wszyscy wiemy o co chodzi.

12829264_993926634024535_6999871945235522577_o

Jak zatem wpłynął ten projekt na mnie? Na pewno bardzo, w kilka punktach poniżej przedstawię jak. Moje lekcje:

  1. Warto materializować swoje pomysły

Wenusjanki zaczęły się od pomysłu i mojej potrzeby. Teraz sprawiają, że poznaję ok. 100 osób miesięcznie, mam koleżanki w największych miastach, a przede wszystkim czuję, że otaczam się wyjątkowymi osobami.

Ten projekt sprawił, że o wiele łatwiej i szybciej rozwijam firmę, niż gdybym go nie miała. To rodzaj wizytówki, która nie tylko jest uwiarygodnieniem tego, że znamy się na organizacji eventów, ale przede wszystkim wiemy w jaki sposób komunikować się do kobiet. Wiemy co je interesuje i w jaki sposób sprawić, żeby coś je zainteresowało. Mamy tego namacalne dowody na naszych wydarzeniach.

Wenusjanki

2. Pieniądze ograniczają – do pewnego stopnia – kreatywność

Wenusjanki zaczynałyśmy z budżetem niemalże 0,00 zł. Do tej pory nie operujemy wielkimi kwotami przy jego organizacji, a to z tego powodu, że dzięki temu nie raz tworzymy rzeczy ciekawsze, inne od dotychczas będących na rynku.

Moim zdaniem zbyt duży budżet przy projektach społecznościowych rozleniwia, sprawia, że bardzo często uciekamy do utartych schematów i kończymy jak większość.  Ta większość nie musi być zła, jednak jeżeli chcesz się czymś wyróżnić, pokazać swoją unikatowość, to o wiele lepszy sposób.

  3. Nie ważne jak bardzo się starałaś – na koniec i tak inni zweryfikują Twoją pracę.

Kiedyś bym tego zdania nie napisała. Kiedyś twierdziłam, że sama praca i dobre intencję potrafią usprawiedliwić wiele. Teraz po części może i z tym się zgadzam, jednak kiedy przychodzi do realizacji naszych projektów, to już mi nie pasuje. Wenusjanki nauczyły mnie, że starać się, a nie mieć z tego większych efektów to żadna satysfakcja, a tym bardziej powód do dumy.

Adam Ringer, właściciel Green Coffe Nero powiedziałam w trakcie naszego wywiadu, że ludzie głosują nogami w jego kawiarni. U nas wygląda tak samo. 80% naszych uczestniczek przychodzi na Wenusjanki z polecenia. I to najpiękniejsza nagroda jaką możemy, jako organizatorki wydarzenia, otrzymać. Co ciekawe, rekomendują nas nie tylko kobiety, które brały udział w konferencjach, ale także mężczyźni, którzy znają projekt z Facebooka!

Uczestniczki nie widzą i nie wiedzą ile pracy wkładają w organizację każdej konferencji lokalne koordynatorki. Nie widzą ile wysłały maili, telefonów czy odbyły spotkań, aby to wydarzenie zostało zrealizowane. Na koniec ważne jest jak wyszło, bo uczestniczki mówią wtedy sprawdzam.

 4. „Nie dziś” nie oznacza „nie jutro, albo pojutrze”

Wenusjanki nie byłyby możliwe bez firm, które angażują się w organizację konferencji. Nie odbyłyby się też bez wybitnych osób, jakie zapraszamy aby podzieliły się swoją wiedzą i doświadczeniem. Pozyskanie i jednych i drugich nie raz zajmuje wiele czasu.

Początki Wenusjanek były trudne, obecnie też nie jest najłatwiej, szczególnie jeżeli staramy się o naprawdę wyjątkowych mówców. Nie raz prowadzimy rozmowy z partnerem czy prelegentem przez kilka tygodni a nawet miesięcy. Dla przykładu, abyśmy mogły gościć Rafała Brzoskę, szefa firmy Integer, właściciela marki Inpost, od zaproszenia do jego obecności minęło prawie 9 miesięcy. Za każdym razem coś się przesuwało, miał wyjazd służbowy. Ale przyszedł ☺ I podobno jednym z czynników, który go przekonał do udziału w wydarzeniu, była właśnie moja wytrwałość.

Dokładnie to słowo bardzo określa mnie obecnie. Wenusjanki i Come Creations Group sprawiły, że jak nigdy nie poddaję się i próbuję do skutku.

Wenusjanki

  5. To szef na koniec i tak odpowiada za wszystko

Kiedy realizujesz i powierzasz zadania swoim pracownikom i tak na koniec jeżeli będzie jakiś problem, coś nie wyjdzie to na tobie spocznie odpowiedzialność. Na twojej firmie, na twoim wizerunku włącznie.

Zdelegowanie obowiązków, nie wiąże się przeniesieniem odpowiedzialności w 100%. Miewałam różne sytuacje i to co zawdzięczam Wenusjankom to świadomość kontroli jaka musi być przy realizacji zadań, przy jednoczesnym balansowaniu z wolnością jaką musi mieć każda z koordynatorek. To trudne zadanie i stale nie opanowałam go w pełni. Ten temat jest na tyle rozbudowany, że na pewno poświęcę mu osobny wpis, a dziś tylko zaznaczam lekcję, jaką otrzymałam. Oczywiście wiele się o tym czyta, każdy wie, ale jednak kiedy odczuwasz to na własnej skórze, odbierasz wiele rzeczy zupełnie inaczej.

12244762_926331834117349_8109779510444854879_o

  6. Staraj się nie przywiązywać do członków zespołu

To kolejny, bardzo trudny aspekt realizacji projektów i dobierania zespołu. Ludzie odchodzą z różnych powodów, awansują, przeprowadzają się, rozwijają swoje firmy. Nie raz ja sama muszę zakończyć współpracę. Pierwsze odejścia były dla mnie straszne. Traktowałam je jako swoją osobistą porażkę, miałam poczucie jakbym z kimś zrywała, mimo, że ja tylko z tą osobą pracowałam.

Na szczęście z biegiem lat jest już lepiej, choć dalej ciężko mi się pogodzić, że z kimś już nie będę miała takiego kontaktu jak kiedyś.

7. Dobry produkt, może i sprzedaje się sam, ale warto mu pomóc

Współczesny człowiek jest przesycony i przeciążony ilością informacji jaka do niego dociera każdego dnia. Dostaje ich tak dużo, że nie raz trudno zdecydować się jaki tekst przeczytać w sieci czy na jakie wydarzenie się wybrać. W tym całym zalewie danych żyjemy każdego dnia i nieraz naprawdę świetne produkty mogą gdzieś tam powstać, ale bez wyraźnego przekazu, ich wdrożenie w rynek będzie trwało więcej niż gdyby solidnie zaangażował się w promocję.

To też widzę po naszych Wenusjankach. Im więcej angażujemy się w promocję wydarzenia tym więcej kobiet przychodzi i dziwi się, że jeszcze o nas nie słyszała. Promocja, promocja i jeszcze raz promocja.

Często prosimy nasze uczestniczki aby polecały nas swoim koleżankom, udostępniały informacje, że przed nami kolejne spotkanie. Kiedyś miałam z tym problem, chyba krępowało mnie proszenie o takie coś. Teraz mi to zupełnie nie przeszkadza i kiedy ktoś prosi mnie bym zrobiła podobnie, wiem, że warto.

  8. Mierz wyżej

Nie lubię określeń typu „Sky is the limit” bo w moim odczuciu jest zbyt często wykorzystywane i w zasadzie jest nieostre. Lubię za to określenie mierz wyżej i mówię o nim za każdym razem kiedy do naszego zespołu dołącza nowa osoba. Rozumiem je jako spojrzenie szerzej, dalej, bez autokorekty w postaci – „jestem za mała”, „dopiero zaczynam”, „jeszcze nie czas”. Mierz wyżej, bo tylko niepotrzebnie się ograniczasz, zamykasz sobie drogę do wspaniałych rzeczy, prelegentów, wydarzeń w swoim życiu.

A jeżeli spotkasz się z odmową? Odsyłam do punktu 4 „Nie dziś” nie oznacza „nie jutro, albo pojutrze” ☺

To moje osiem lekcji jakie dały mi Wenusjanki. Osiem lekcji, które sobie dzisiaj uświadamiam, ale z pewnością było ich dużo więcej. Niektóre już tak mocno wniknęły we mnie, że ich nie zauważam, dopiero w trakcie rozmowy i w opowieściach o tym jak to kiedyś było docierają do mnie te zmiany. Gdybym miała napisać czy się z nich cieszę, odpowiem, że zdecydowanie. Jednak proces ich przyjmowania nie zawsze był najłatwiejszy.

Wenusjanki

Ostatnie wpisy