Health Tech of the Week: Marina Gerner, autorka The Vagina Business o barierach i szansach dla przedsiębiorczyń w femtechu

Health Tech of the Week: Marina Gerner, autorka The Vagina Business o barierach i szansach dla przedsiębiorczyń w femtechu

Femtech to wciąż gorący temat w branży medycznej, który zdominował także cykl Healthtech of the Week. Niedawno miałam okazję porozmawiać z Mariną Gerner. To brytyjska dziennikarka finansowa i publicystka, która od lat zajmuje się tematami innowacji, inwestycji i równości. Jej książka The Vagina Business przełamuje tabu i pokazuje, jak brak zrozumienia kobiecej perspektywy w medycynie, technologii i biznesie blokuje rozwój niezbędnych innowacji. Jest także ważnym głosem o sektorze, który odpowiada na potrzeby połowy społeczeństwa, a mimo to przez dekady był marginalizowany zarówno przez naukowców, jak i inwestorów.

 

Anita Kijanka: Jako dziennikarka finansowa pisałaś o różnych branżach. Co sprawiło, że zdecydowałaś się poświęcić całą książkę właśnie femtechowi? Czy był jakiś przełomowy?

Marina Gerner: Jestem dziennikarką i kiedy po raz pierwszy zaczęłam pisać o innowacjach skoncentrowanych na ciele kobiet usłyszałam, że to zbyt niszowy temat. Mimo to nie odpuściłam i w 2020 roku opublikowałam w magazynie Wired artykuł, który stał się viralem: We need to talk about investors’ problem with vaginas („Musimy porozmawiać o problemie inwestorów z pochwami”). Oddawał on opór, który ujął jeden z inwestorów venture capital słowami: „Nie chcę rozmawiać o pochwach na poniedziałkowym porannym spotkaniu partnerów”.

To, co mnie rozwścieczyło to uświadomienie sobie, że brak innowacji, których kobiety pilnie potrzebują, nie wynika z tego, że są one niemożliwe do opracowania, ale z powodu ogromnego stygmatu wokół tych tematów. Nie tylko w świecie inwestycji, lecz także wśród naukowców, organizacji non-profit i wszędzie indziej. Dlatego zdecydowałam się poświęcić energię na napisanie książki, która wprowadzi femtech do głównego nurtu.

Co najbardziej zaskoczyło Cię podczas pracy nad książką? Czy była jakaś historia albo statystyka, która całkowicie zmieniła Twoją perspektywę?

Kobiety mają o 50% większe prawdopodobieństwo niż mężczyźni, że otrzymają błędną diagnozę po zawale serca. Dzieje się tak dlatego, że nasz system medyczny został zbudowany wokół męskiego domyślnego wzorca. Dopiero w 1993 roku FDA oficjalnie włączyła kobiety i osoby kolorowe do badań klinicznych w USA. Do dziś objawy zawału u kobiet są uznawane za nietypowe, a my pilnie potrzebujemy zamknięcia tych luk w danych ze względu na płeć.

 

Jak brak różnorodności w badaniach klinicznych wpływa na rozwój produktów dla kobiet i co można z tym zrobić?

Czasem ludzie pytają mnie: „Dlaczego piszesz o femtechu, skoro nie ma czegoś takiego jak mentech?”. Rzeczywistość jest taka, że większość przedmiotów i technologii była projektowana z pominięciem kobiet: odzież ochronna dla pracowników służby zdrowia, pasy bezpieczeństwa nie uwzględniające piersi, smartfony, a nawet fortepiany były konstruowane pod męskie ciała.

Aby projektować lepsze produkty dla kobiet, musimy zamknąć luki w danych zdrowotnych i włączyć więcej kobiet w sam proces projektowania. To oznacza zachęcanie dziewczynek do STEM już od najmłodszych lat i tworzenie bardziej inkluzywnych miejsc pracy.

W The Vagina Business pisałam o badaniu Rembranda Koninga z Harvard Business School, które wykazało, że patenty tworzone przez zespoły składające się wyłącznie z kobiet mają o 35% większe szanse niż te tworzone przez mężczyzn, by dotyczyć zdrowia kobiet.

 

W swojej książce piszesz o barierach, z jakimi spotykają się kobiety-przedsiębiorczynie w femtechu. Jaką radę dałabyś kobietom, które chcą założyć startup w obszarze zdrowia kobiet? Od czego powinny zacząć?

Niech zaczną od przeczytania The Vagina Business! Książka daje przegląd branży i wgląd w doświadczenia kluczowych postaci w tym obszarze. Piszę o tym, jak znajdować niezaspokojone potrzeby i wyjaśniam kwestie inwestycyjne, więc jest tam sporo praktycznych porad dla przyszłych założycielek.

Które kraje lub regiony uważasz za pionierów w tworzeniu przyjaznych regulacji dla innowacji w zdrowiu kobiet?

To naprawdę zależy od rodzaju regulacji. Na przykład UE jest bardziej restrykcyjna, jeśli chodzi o prywatność danych, co może utrudniać życie innowacyjnym firmom, ale uważam, że to akurat dobre. Jeśli chodzi o regulacje dotyczące składu produktów menstruacyjnych, nie widziałam jeszcze kraju, który zadbałby o ich dokładne testowanie.

 

Jak różnice kulturowe między krajami, które badałaś, wpływają na akceptację i rozwój technologii femtech? Czy są państwa, które mogłyby być wzorem dla Polski?

To naprawdę zależy od konkretnego produktu i kontekstu. USA ma świetną kulturę przedsiębiorczości i najlepsze możliwości finansowania, ale jednocześnie istnieją tam polityczne bariery w postępach dotyczących zdrowia kobiet.

Uważam, że przedsiębiorcze osoby z jasną wizją mogą odnieść sukces także w Polsce, o ile dobrze znają swój rynek docelowy, kontekst regulacyjny i zasady prowadzenia biznesu. Poleciłabym też łączenie się online z innymi przedsiębiorczyniami femtech z całego świata, żeby obserwować, co się dzieje globalnie.

 

Czy już pracujesz nad kolejnym projektem? Zostajesz przy femtechu, czy planujesz badać inne tematy związane z równością?

Obecnie skupiam się na wystąpieniach publicznych. Występuję na konferencjach, festiwalach, uczelniach i w firmach, mówiąc o potrzebie większej liczby innowacji w zdrowiu kobiet. Publikuję też treści na LinkedIn i Instagramie. Mam też pomysł na kolejny projekt, ale jeszcze nie jestem gotowa, by o nim mówić, dlatego proszę o cierpliwość!

Zapraszam do dalszego śledzenia serii „Health Tech of the Week”, gdzie będziemy odkrywać więcej fascynujących historii z kręgu technologii medycznych, które zmieniają oblicze opieki zdrowotnej. Jeśli prowadzisz innowacyjny projekt z zakresu nowych technologii i medycyny lub chcesz polecić ciekawe rozwiązanie, zgłoś się do nas pod adresem: [email protected].

Health Tech of the Week: Wearables, AI i telemedycyna – kierunki rozwoju ochrony zdrowia oczami Janusza Kowalskiego, organizatora MEDmeetsTECH

Health Tech of the Week: Wearables, AI i telemedycyna – kierunki rozwoju ochrony zdrowia oczami Janusza Kowalskiego, organizatora MEDmeetsTECH

Kolejna rozmowa w cyklu Healthtech of the Week to nie tylko kolejne spojrzenie na rozwój medtechów. To rozmowa o tym, jak rozwój sztucznej inteligencji pozwolił rozwinąć skrzydła i tworzyć rzeczy, które dawniej były tylko w sferze marzeń. O najważniejszych innowacjach ostatnich lat, dojrzałości ekosystemu startupów medycznych w Polsce i Europie, a także o wyzwaniach stojących przed branżą opowiada Janusz Kowalski, założyciel i organizator konferencji MEDmeetsTECH, od lat łączącej świat medycyny z technologią i biznesem.

 

Rozmowę rozpoczęliśmy od AI, gdyż rosnące znaczenie sztucznej inteligencji rodzi pytania o jej rolę w procesie terapeutycznym. Jak podkreślił nasz rozmówca, konsensus wśród specjalistów jest jednoznaczny, gdyż AI nie zastąpi lekarza, lecz stanie się jego nieodzownym wsparciem. To narzędzie, które w rękach wykwalifikowanego specjalisty pozwala zwiększyć skuteczność leczenia, ale nie może funkcjonować w oderwaniu od ludzkiej wiedzy, doświadczenia i empatii. W medycynie wciąż najważniejsza pozostaje relacja lekarz–pacjent, a sztuczna inteligencja powinna być postrzegana jako katalizator poprawy jakości opieki, a nie substytut decyzyjności klinicznej.

Drugim obszarem, który wyróżnił nasz gość, i który w ostatnich latach wywarł ogromny wpływ na branżę medyczną, jest robotyka. 

– Rozwój systemów chirurgii robotycznej zrewolucjonizował podejście do wielu zabiegów, umożliwiając wykonywanie operacji z niespotykaną dotąd precyzją. W Polsce również obserwuje się coraz szersze wdrożenia tej technologii, co potwierdza, że nie jest to już wyłącznie domena najbardziej rozwiniętych rynków. Roboty medyczne nie tylko zwiększają bezpieczeństwo pacjentów, lecz także skracają czas rekonwalescencji i zmniejszają ryzyko powikłań – tłumaczy Janusz Kowalski.

Nie można zapomnieć także o telemedycynie, która w czasie pandemii stała się rozwiązaniem pierwszej potrzeby, a dziś powoli przekształca się w trwały element systemu opieki zdrowotnej. Zdalne konsultacje, monitoring stanu zdrowia i możliwość szybkiego dostępu do specjalistów sprawiają, że pacjenci zyskują większą kontrolę nad procesem leczenia. Lekarze natomiast otrzymują narzędzia do efektywniejszego zarządzania swoim czasem i zasobami. Telemedycyna zwiększa dostępność świadczeń, zwłaszcza dla osób z mniejszych miejscowości, a także przyczynia się do ograniczenia kosztów systemowych.

Dojrzałość ekosystemu startupów medycznych

Na szczególną uwagę zasługuje obecny stan ekosystemu startupów medycznych w Polsce i Europie. Można mówić o jego dużej dojrzałości, która objawia się rosnącym zainteresowaniem inwestorów, dostępem do grantów i programów akceleracyjnych oraz coraz lepszym rozumieniem specyfiki sektora zdrowia przez samych innowatorów. Sukces odnoszą jednak przede wszystkim te projekty, które potrafią realnie odpowiedzieć na potrzeby pacjentów i lekarzy, a nie jedynie demonstrują atrakcyjne rozwiązania technologiczne.

– Polskim startupom nie brakuje innowacyjności, kreatywności ani talentów. Wyzwaniem okazuje się raczej wytrwałość i dostęp do stabilnego finansowania, które pozwoliłoby im przetrwać najtrudniejszą fazę komercjalizacji. Wielu twórców podkreśla, że aby skutecznie zaistnieć na arenie międzynarodowej, niezbędne są nie tylko środki, ale również odporność na porażki i determinacja w długofalowym działaniu – opowiada założyciel i organizator MEDmeetsTECH.

I choć sektor medyczny tradycyjnie uchodził za konserwatywny i powściągliwy w przyjmowaniu nowości, to ostatnie lata dowodzą, że rośnie jego otwartość na współpracę z innowatorami. Konferencje, takie jak MEDmeetsTECH, odgrywają tu szczególną rolę, łącząc przedsiębiorców technologicznych z lekarzami, naukowcami i inwestorami. Właśnie na styku różnych perspektyw rodzą się najbardziej wartościowe rozwiązania.

Jak podkreśla Janusz Kowalski, kluczową cechą liderów HealthTech staje się otwartość na zmiany, ciekawość świata i gotowość do ciągłego poszukiwania nowych rozwiązań. Śledzenie trendów, inspirowanie się doświadczeniami innych branż, a także umiejętność adaptacji są niezbędne, by skutecznie prowadzić organizację i nadążać za tempem transformacji. W tej branży to właśnie postawa proaktywna, a nie wyłącznie technologia, decyduje o sukcesie. A także cyberbezpieczeństwo.

 

Wyzwania i przyszłość

Wzrost roli nowych technologii w ochronie zdrowia nie jest jednak wolny od zagrożeń. Największe obawy budzi bezpieczeństwo danych medycznych, które są jednymi z najbardziej wrażliwych informacji o pacjencie. Powinien mieć on pełną kontrolę nad tym, kto, kiedy i w jakim zakresie ma dostęp do jego danych. Tylko zapewnienie odpowiedniego poziomu ochrony informacji zagwarantuje, że rozwój sztucznej inteligencji, telemedycyny czy systemów analitycznych będzie postrzegany jako pozytywny krok w stronę nowoczesnej i bezpiecznej opieki zdrowotnej.

Co jeszcze będzie na topie? Zdaniem naszego rozmówcy, poza sztuczną inteligencją i robotyką w najbliższym czasie znaczący wpływ na medycynę wywrze rozwój technologii ubieralnych oraz medycyny personalizowanej. Urządzenia monitorujące pracę serca, poziom aktywności fizycznej czy parametry biochemiczne pozwalają lekarzom i pacjentom na bieżąco śledzić stan zdrowia, co sprzyja profilaktyce i wczesnemu wykrywaniu chorób. Medycyna personalizowana z kolei wykorzystuje dane genetyczne, środowiskowe i styl życia pacjenta, aby dostosować terapię do jego indywidualnych potrzeb, zwiększając skuteczność leczenia i minimalizując ryzyko działań niepożądanych.

– Warto jednak podkreślić, że branża stoi prawdopodobnie na progu rewolucji technologicznej, której pełnego kształtu jeszcze nie znamy. Ostatecznie rozwój branży HealthTech nie jest napędzany wyłącznie przez technologię, lecz także przez ludzi stojących za innowacjami. To pasja, wiara w naukę i ciekawość świata sprawiają, że mimo trudności liderzy i liderki wciąż poszukują nowych dróg rozwoju. Konferencje takie jak MEDmeetsTECH pokazują, że wymiana doświadczeń, rozmowy o sukcesach i porażkach oraz budowanie sieci kontaktów mają ogromne znaczenie dla kształtowania przyszłości sektora – opowiada organizator konferencji.

Healthtech of the Week niejednokrotnie pokazywał w swoim cyklu, że w medycynie przyszłości technologia będzie wszechobecna, ale jej wartość zależeć będzie od tego, czy pozostanie w służbie pacjenta i lekarza. To połączenie wiedzy, doświadczenia i innowacji tworzy fundament nowoczesnej opieki zdrowotnej, w której człowiek i technologia współistnieją w harmonii, odpowiadając na największe wyzwania naszych czasów.

Dołączamy do zaproszenia na jubileuszową 20. edycję konferencji MEDmeetsTECH, która odbędzie się już 4 grudnia 2025 roku w Warszawie. W programie tegorocznej edycji znajdzie się m.in. sesja o komunikacji, rynkowym know-how, prezentacje zakwalifikowanych projektów startupowych oraz debaty z udziałem przedstawicieli instytucji publicznych. 

Więcej informacji: https://medmeetstech.com/

Zapraszam do dalszego śledzenia serii „Health Tech of the Week”, gdzie będziemy odkrywać więcej fascynujących historii z kręgu technologii medycznych, które zmieniają oblicze opieki zdrowotnej. Jeśli prowadzisz innowacyjny projekt z zakresu nowych technologii i medycyny lub chcesz polecić ciekawe rozwiązanie, zgłoś się do nas pod adresem: [email protected].

Health Tech of the Week: Innovation World Cup Series i MEDICA Start-up COMPETITION – globalna trampolina dla start-upów medycznych

Health Tech of the Week: Innovation World Cup Series i MEDICA Start-up COMPETITION – globalna trampolina dla start-upów medycznych

W pierwszym, wrześniowym cyklu Healthtech of the Week mamy przyjemność przedstawić rozmowę z osobą, która obserwuje dynamikę rozwoju sektora medtech od środka. O misji, trendach i szansach dla innowatorów opowiada Dr. Sonja Sulzmaier z zespołu Innovation World Cup. W ramach tego programu odbywa się m.in. MEDICA Start-up COMPETITION, konkurs dedykowany młodym firmom z obszaru medycyny i technologii zdrowotnych. Zgłoszenia do konkursu potrwają do piątku 12 września. Porozmawialiśmy także o rosnącej sile i wpływie femtechu oraz problematyce certyfikacji.

 

Nasza rozmówczyni jest Managing Partner w firmie Navispace oraz Techpreneurs GmbH, stojącej za organizacją Innovation World Cup – globalnej platformy open innovation łączącej startupy i innowatorów z wiodącymi firmami technologicznymi. Posiada ponad 20 lat doświadczenia w zakresie rozwoju biznesu, strategii innowacji i przedsiębiorczości. Pełni również funkcję przewodniczącej Federalnej Komisji ds. Startupów i Założycieli przy BVMW, gdzie wspiera rozwój przedsiębiorczości w sektorze MŚP. 

 

Anita Kijanka: Skąd wzięła się koncepcja Innovation World Cup?

Dr. Sonja Sulzmaier (Innovation World Cup): Innovation World Cup Series to międzynarodowa platforma wspierająca start-upy, scale-upy i mniejsze przedsiębiorstwa technologiczne. Naszym celem jest umożliwienie innowatorom zaprezentowania rozwiązań na globalnym rynku oraz nawiązania współpracy z partnerami strategicznymi. Program nie ogranicza się do ochrony zdrowia i obejmuje także obszary takie jak smart construction, prop-tech, automatyzacja przemysłowa, wearables, mobilność czy energetyka.

Kwalifikacja wymaga posiadania funkcjonalnego prototypu oraz planu wejścia na rynek w perspektywie do 12 miesięcy. Uczestnicy zyskują dostęp do kontaktów biznesowych, nagród finansowych, zestawów developerskich oraz międzynarodowej widoczności.

 

Co wyróżnia Państwa inicjatywę spośród innych konkursów i akceleratorów?

Naszą przewagą jest ścisła współpraca z największymi wydarzeniami branżowymi. Przykładem jest MEDICA w Düsseldorfie, czyli najważniejsze na świecie targi sektora ochrony zdrowia. W ich ramach organizujemy specjalne forum dla 100 innowatorów, oferując im nie tylko ekspozycję, lecz także realny dostęp do inwestorów, partnerów biznesowych i klientów. Dla start-upów medtech obecność na MEDICA stanowi strategiczny punkt wejścia na rynek globalny.

Jakie elementy zwiększają szanse na sukces w konkursie?

Najistotniejsze jest precyzyjne przedstawienie wartości innowacji oraz etapu rozwoju produktu. Jury ocenia m.in. poziom nowatorstwa, unikalne cechy i potencjał rynkowy. Warto podkreślić, że prowadzimy dwa równoległe konkursy. MEDICA Start-up COMPETITION jest przeznaczony dla młodych firm rozwijających m.in. rozwiązania z zakresu AI, robotyki medycznej czy diagnostyki laboratoryjnej.

Healthcare Innovation World Cup zaś jest otwarty także dla firm o dłuższym stażu (do 8–9 lat), skoncentrowany na inteligentnych urządzeniach medycznych, wearables, rozwiązaniach VR/AR oraz technologiach wspierających kardiologię i inne specjalizacje.

 

Wiele start-upów boryka się z komercjalizacją rozwiązań. Czy program wspiera ten proces?

Tak. Nie oferujemy jednego ustandaryzowanego programu akceleracyjnego, lecz tworzymy warunki do bezpośredniej współpracy z partnerami technologicznymi, korporacjami i inwestorami. Przykładowo, nasi wieloletni partnerzy, tacy jak STMicroelectronics, zapraszają wybrane start-upy do projektów pilotażowych czy proof-of-concept.

Dzięki obecności na targach MEDICA, uczestnicy nawiązują kontakty z dystrybutorami z Europy, USA i Azji. W wielu przypadkach inicjuje to proces internacjonalizacji i pozwala zbudować trwałe relacje handlowe.

 

Jakie trendy obserwujecie w zgłoszeniach?

Zdecydowanie dominującym kierunkiem jest sztuczna inteligencja, zarówno w rozwiązaniach software’owych, jak i wbudowanych w urządzenia hardware’owe. Silnie rozwija się również obszar smart patches: zaczynając od monitorowania glukozy, a obecnie obejmujący także parametry kardiologiczne, hormonalne czy metaboliczne.

Kolejnym wyraźnym trendem jest medycyna spersonalizowana i precyzyjna, a zatem urządzenia pozwalające nie tylko monitorować stan zdrowia, ale również dostarczać odpowiednie dawki leków w czasie rzeczywistym. To kierunek, który w perspektywie kilku lat może diametralnie zmienić opiekę nad pacjentem.

 

Coraz częściej mówi się o femtech, także na polskim rynku medycznym. Jak postrzegacie ten segment?

Femtech to jeden z najbardziej perspektywicznych, a zarazem niedoszacowanych obszarów. Dotyczy nie tylko cyklu menstruacyjnego czy menopauzy, lecz także odmiennych objawów chorób, bo np. w przypadku zawału serca symptomy u kobiet mogą być zupełnie inne niż u mężczyzn. To ogromne pole do innowacji, zarówno w diagnostyce, jak i w terapii. Coraz więcej start-upów dostrzega ten potencjał, a my wspieramy ich obecność w programie.

Czy do konkursu mogą zgłaszać się firmy bez certyfikacji CE czy FDA?

Tak. Posiadanie certyfikatów nie jest warunkiem uczestnictwa. Jeśli start-up jest w trakcie procesu regulacyjnego, warto to podkreślić, gdyż jury bierze to pod uwagę. Jednak zgłaszać można również produkty konsumenckie, które jeszcze nie uzyskały statusu wyrobu medycznego.

 

A jak przekonujecie firmy do udziału?

Innovation World Cup nie jest typowym festiwalem start-upowym, lecz międzynarodową platformą wspierającą internacjonalizację, budowanie partnerstw strategicznych oraz rozwój kanałów sprzedaży. Skuteczność programu najlepiej potwierdzają przykłady firm, które właśnie tutaj stawiały swoje pierwsze kroki, a dziś są rozpoznawalnymi graczami w branży.

Do takich sukcesów należą m.in.:

  • Dermanostics – twórca innowacyjnych rozwiązań diagnostycznych dla raka skóry,
  • StethoMe (Polska) – producent inteligentnego stetoskopu,
  • Samphire Neuroscience (USA) – zwycięzca ubiegłorocznej edycji,
  • Medicube-X (Finlandia) – start-up rozwijający zaawansowane urządzenia medyczne.

Szczegółowe historie tych i wielu innych firm można znaleźć w zakładce „Success Stories” na stronie internetowej Innovation World Cup.

 

Na zakończenie – co nowego planujecie podczas MEDICA?

Podczas targów MEDICA szczególnym punktem programu będzie wydarzenie Women Leaders in Healthcare, zaplanowane na 18 listopada. Sesja ta będzie poświęcona roli kobiet-liderek w kształtowaniu innowacji zdrowotnych i stanie się przestrzenią do wymiany doświadczeń oraz nawiązywania wartościowych kontaktów. Warto również pamiętać, że dzień wcześniej (17 listopada) odbędzie się finał Healthcare Innovation World Cup, a 18 listopada równolegle rozstrzygnięty zostanie MEDICA Start-up COMPETITION.


Zespół Healthtech of the Week nie może doczekać się innowacji, które zostaną zaprezentowane podczas targów MEDICA. Zachęcamy do śledzenia aktualności związanych z projektem na stronie https://www.medica-tradefair.com/ oraz udziału na wydarzeniu.

Zapraszam do dalszego śledzenia serii „Health Tech of the Week”, gdzie będziemy odkrywać więcej fascynujących historii z kręgu technologii medycznych, które zmieniają oblicze opieki zdrowotnej. Jeśli prowadzisz innowacyjny projekt z zakresu nowych technologii i medycyny lub chcesz polecić ciekawe rozwiązanie, zgłoś się do nas pod adresem: [email protected].

Health Tech of the Week: Innowacja w medycynie to proces, a nie gadżet. Rozmawiamy z Dr n. med. Tomaszem Maciejewskim, Dyrektorem Instytutu Matki i Dziecka

Health Tech of the Week: Innowacja w medycynie to proces, a nie gadżet. Rozmawiamy z Dr n. med. Tomaszem Maciejewskim, Dyrektorem Instytutu Matki i Dziecka

Gościem ostatniego w sierpniu wpisu cyklu Healthtech of the Week jest człowiek, z którym rozmowa nie tylko poszerza wiedzę, ale i inspiruje. Instytut Matki i Dziecka w Warszawie od dekad jest miejscem, w którym medycyna spotyka się z technologią. To właśnie jego Dyrektor i nasz rozmówca, dr. n. med. Tomasz Maciejewski udowadnia, że ośrodek nie tylko leczy, ale także aktywnie testuje i wdraża innowacje. W jego historii znajdziemy pionierskie programy badań przesiewowych noworodków, pierwsze w Polsce terapie genowe czy endoprotezy rosnące razem z pacjentem. Porozmawialiśmy o kondycji polskiego medtechu oraz o konkursie MCSC Hospital Leadership Innovation, którego finał już wkrótce.

 

Zanim przejdziemy jednak do teraźniejszości, cofnijmy się kilka lat wstecz. To wtedy właśnie pandemia COVID-19 stała się punktem zwrotnym. Wcześniej wprowadzanie telemedycyny i rozwiązań AI często napotykało opór. Argumentowano, że „tego się nie da zrobić”. Jednak wymuszone ograniczeniami sanitarnymi przejście na zdalne konsultacje, monitorowanie i analizę danych obnażyło, że bariery były bardziej mentalne niż technologiczne. Pracownicy medyczni szybko zauważyli, że narzędzia cyfrowe mogą być wsparciem, odciążającym z części obowiązków i poprawiającym dostęp do opieki.

– To doświadczenie utorowało drogę do powstania w naszym Instytucie Działu AI i Innowacji w 2022 roku, czyli wyspecjalizowanej jednostki, której zadaniem jest łączenie świata startupów i technologii z realiami szpitala. Pierwszymi pracownikami stali się Karolina Tądel i Wiktor Możarowski. Kluczowym elementem tej pracy stał się Mother and Child Startup Challenge. To nasz flagowy konkurs dla młodych firm medtech – opowiada Maciejewski.

Pierwsza edycja objęła pięć szpitali, a kolejne poszerzały zasięg. Z początkiem 2025 r. konkurs przeszedł całkowity rebranding, stając się MCSC Hospital Leadership Innovation. Pozwoliło to na rozszerzenie formuły i wyjście poza obszar pacjentów pediatrycznych. Obecnie ekosystem MCSC zrzesza 16 placówek medycznych z całej Polski. Konkurs zyskuje coraz większe uznanie na arenie międzynarodowej. W tym roku zgłosiło się aż 90 innowatorów z całego świata. To absolutny rekord. 

Cały proces koordynuje interdyscyplinarny zespół IMiD, czyli Dział Wdrożeń – Centrum Innowacji i Sztucznej Inteligencji. Tworzą go Radosław Nowak, Nikoletta Buczek, Ewelina Tomaszczyk, Monika Dobrzeniecka i Małgorzata Maj. To właśnie oni stanowią “pierwsze sito” i są łącznikiem ułatwiającym innowatorom dotarcie do szpitala. Zespół dba także o to, by sprawdzenie technologii wdrażanej w placówce odbywało się bezpiecznie i z poszanowaniem dla pacjentów, ale też dla danych i infrastruktury.

Rola zaufania do technologii

Takie podejście pozwala zweryfikować, czy rozwiązania nie są jedynie efektownymi demonstratorami, ale realnie wspierają personel i wpisują się w przepływy pracy. Interdyscyplinarne Jury konkursu kładzie nacisk na trzy elementy: faktyczną użyteczność kliniczną, zgodność z wymogami prawnymi (w tym zamówieniami publicznymi) oraz łatwość integracji z systemami informatycznymi placówki. A jak sami przyznają, wyzwania pojawiają się często: od braku zrozumienia użytkownika końcowego przez startupy i firmy, przez niedopasowanie profilu produktu do potrzeb szpitala, po zbyt małą skalowalność i brak przygotowania do wymogów formalnych.

Zdaniem dr. Maciejewskiego największe potrzeby polskiej medycyny w obszarze innowacji dotyczą ograniczania biurokracji i automatyzacji dokumentacji medycznej, szybkiej integracji danych pacjentów z wielu źródeł z modułami predykcyjnymi wspierającymi decyzje kliniczne, a także rozwoju narzędzi koordynujących opiekę między różnymi specjalistami i angażujących pacjentów w proces leczenia. Istotną rolę mogą odegrać tu także rozwiązania IoT oraz analityka predykcyjna optymalizująca zarządzanie zasobami.

 

Czas na zmiany, w całej Polsce

Nie mogliśmy pominąć pytania o przyszłość. Długoterminowa wizja Instytutu zakłada ujednolicenie i standaryzację danych medycznych w Polsce, w tym formatów wymiany informacji i słowników terminologicznych. To warunek konieczny, aby narzędzia AI mogły w pełni wykorzystać potencjał krajowych zasobów. IMiD prowadzi w tym obszarze współpracę z wiodącymi ośrodkami zagranicznymi, m.in. Mayo Clinic czy Karolinska Institutet.

– Pierwszym dużym sukcesem wdrożeniowym działu było wykorzystanie technologii VR w chirurgii dziecięcej we współpracy z CarnaLife Holo MedApp. Był to projekt, który spotkał się z szerokim uznaniem środowiska medycznego i stał się symbolem praktycznego podejścia do innowacji. Od tego czasu Instytut prowadzi kolejne przedsięwzięcia, których wspólnym mianownikiem jest skuteczne przejście od prototypu do standardu klinicznego – tłumaczy Dyrektor Instytutu Matki i Dziecka.

Podczas rozmowy nasz gość wielokrotnie podkreślał, że innowacja to nie tylko pomysł. To proces, który musi przejść od wizji do codziennej praktyki, co podkreślają raporty McKinsey i Deloitte. Właśnie to podejście, czyli połączenie myślenia strategicznego, otwartości na technologie i ścisłej współpracy całego zespołu IMiD sprawia, że warszawski Instytut pozostaje jednym z liderów polskiego healthtechu, a konkurs staje się kuźnią rozwiązań, które realnie zmieniają oblicze opieki zdrowotnej. Wiele z nich opisywaliśmy podczas cyklu Healthtech of the Week i mamy nadzieję, że będziemy mieli szansę to zrobić także z innowatorami aktualnej edycji.

Finał 4. MCSC Hospital Leadership Innovation za rogiem

Choć gala finałowa czwartej edycji odbędzie się 21 października, już 17 września odbędzie się Hospital Innovation Summit – jedno z najważniejszych wydarzeń tej edycji konkursu. Na terenie Muzeum Gazowni Warszawskiej spotkają się przedstawiciele firm, startupów, lekarzy, inwestorów i decydentów ochrony zdrowia. To właśnie wtedy 10 finalistów zaprezentuje swoje nowatorskie rozwiązania szerokiemu gremium. Prócz sesji pitchingowej, w programie znajdziemy też debatę z przedstawicielami sektora publicznego, warsztaty i czas na networking. 

Warto wspomnieć, że udział w Hospital Innovation Summit jest bezpłatny i otwarty dla każdego po wcześniejszych zapisach. Wszelkie informacje są dostępne na profilu na Linkedinie i stronie internetowej www.mcsc.pl.

Zapraszam do dalszego śledzenia serii „Health Tech of the Week”, gdzie będziemy odkrywać więcej fascynujących historii z kręgu technologii medycznych, które zmieniają oblicze opieki zdrowotnej. Jeśli prowadzisz innowacyjny projekt z zakresu nowych technologii i medycyny lub chcesz polecić ciekawe rozwiązanie, zgłoś się do nas pod adresem: [email protected].

Health Tech of the Week: W kierunku cyfrowej rewolucji w ochronie zdrowia. Rozmowa z Agnieszką Nowak-Musiej

Health Tech of the Week: W kierunku cyfrowej rewolucji w ochronie zdrowia. Rozmowa z Agnieszką Nowak-Musiej

Medycyna i technologie dynamicznie się rozwijają, tak samo jak nasz cykl. Tym razem w HealthTech of the Week chcemy oddać głos nie tylko medtechom, ale i liderom kształtującym przyszłość medycyny. Zarówno w Polsce, jak i na świecie. W tym tygodniu naszym gościem jest Agnieszka Nowak-Musiej – lekarka internistka i diabetolożka, od lat zaangażowana w temat jakości systemu ochrony zdrowia. W rozmowie poruszyliśmy kwestie cyfryzacji służby zdrowia, pozycji pacjentów i kierunków, w jakich może podążać system w nadchodzących latach.

 

Cyfryzacja ochrony zdrowia to temat, który pojawia się coraz częściej, także na konferencjach, w raportach oraz w rozmowach strategicznych. Często brzmi jednak bardziej jak górnolotna idea niż faktyczna rzeczywistość. Z Pani perspektywy, co dziś najbardziej „boli” ten sektor?

Zdecydowanie brak integracji danych. Wyobraź sobie pacjenta, który ma kilku specjalistów, dla przykładu kardiologa, diabetologa, lekarza rodzinnego. Każdy z nich ma wycinek informacji, często tylko z jednej placówki. W efekcie decyzje terapeutyczne zapadają bez pełnego obrazu. To jak leczenie w ciemno. Mamy dane, ale one żyją w silosach zamiast współpracować. Niestety, systemy informatyczne rywalizują lub po prostu się ignorują.

 

Czyli nie chodzi o brak danych tylko o to, że nie umiemy ich mądrze wykorzystywać?

Dokładnie. Często powtarzam, że mamy wiele informacji. Nie są one może najlepszej jakości, ale można na nich pracować. Jednakże z tych danych nie umiemy korzystać. Danych medycznych jest mnóstwo, ale są rozproszone, a czasem wręcz bezużyteczne przez brak szerszego kontekstu. Lekarz nie ma narzędzi, które umożliwiają mu szybki wgląd w kompleksową historię pacjenta. Powoduje to ryzyko podejmowania nieprawidłowych decyzji terapeutycznych. 

Mówimy o systemach, ale przecież w tym wszystkim najważniejszy jest człowiek. Czy pacjent ma w ogóle kontrolę nad tym, co się dzieje z jego danymi?

Z formalnego punktu widzenia, tak. Ale w praktyce? Rzadko który pacjent wie, gdzie trafiają jego dane, jak długo są przechowywane, kto ma do nich dostęp. Systemy są hermetyczne i nieprzejrzyste. Z jednej strony mówimy o RODO i bezpieczeństwie, a z drugiej pacjent nie ma realnego wpływu na to, jak jego dane wspierają proces leczenia. A przecież powinien być ich właścicielem, nie tylko biernym źródłem.

 

Jak Pani ocenia bezpieczeństwo danych w placówkach medycznych?

To nadal bardzo trudny temat. Nie tak dawno w Polsce miała miejsce sytuacja, kiedy to cyberprzestępcy przełamali zabezpieczenia systemów informatycznych firmy, szyfrując dane i żądając okupu w wysokości kilkuset tysięcy dolarów, a był to tylko wierzchołkiem góry lodowej. Dane zdrowotne są dziś jednym z najbardziej pożądanych zasobów i uważam, że są warte więcej niż tylko pieniądze. Tymczasem systemy ochrony zdrowia często są niedoinwestowane w kontekście cyberbezpieczeństwa. Zdarza się, że dane są przechowywane lokalnie na starych serwerach, bez odpowiednich zabezpieczeń. To jak trzymanie sejfu w kartonowym pudełku.

 

Mocne porównanie. Ale rozumiem, że nie chodzi o straszenie, tylko o urealnienie tematu?

Dokładnie. Chcę podkreślić, że technologia to nie tylko aplikacje dla pacjenta. To przede wszystkim fundament systemu: back-end, integracje, zabezpieczenia, odpowiedzialność. Inwestowanie w cyfryzację to nie jest fanaberia dla startupów tylko konieczność, aby system działał lepiej, szybciej i bezpieczniej.

 

A skoro mówimy o startupach, co ich dziś najbardziej blokuje w wejściu do sektora medtech?

Regulacje i dostęp do rynku. Żeby wejść na rynek z produktem medycznym, musisz przejść przez gąszcz certyfikacji. CE, MDR, FDA, to kosztuje czas, pieniądze i nerwy. Szczególnie trudno mają rozwiązania hybrydowe łączące software i hardware. Dla małego zespołu to często bariera nie do przeskoczenia bez wsparcia partnerów strategicznych. Musimy też pamiętać, że narzędzia są po to, aby doskonalić procesy w ochronie zdrowia. Dobrą innowacja są takie rozwiązania, które game changerem w sposobie podejścia do opieki i w pracy, wykonywanej przez personel medyczny oraz zdecydowanie poprawiają efekty leczenia. 

I tu pojawia się pytanie: jaki pomysł ma dzisiaj realną szansę na sukces?

Dla mnie kluczowe jest tworzenie narzędzi, które realnie wspierają lekarzy w procesie podejmowania decyzji. Przykład? System, który automatycznie agreguje i porządkuje dane medyczne pacjenta z różnych źródeł tworząc kompletny i dynamiczny obraz zdrowia. Narzędzie powinno być bezpieczne, rzetelne i dobrze dostosowane do potrzeb odbiorcy.

 

Prywatnie interesuje się Pani też nowoczesną diabetologią. Czy możemy dowiedzieć się czegoś więcej?

Zafascynowały mnie systemy zamkniętej pętli. Połączenie pompy insulinowej i ciągłego monitorowania glikemii, poprzez algorytm, który analizuje dane i sam podejmuje decyzje o dawkowaniu insuliny. To jest realne wsparcie dla pacjenta. System umożliwia skrócenie czasu, który pacjent poświęca w ciągu dnia na zarządzanie swoją chorobą oraz poprawia jej wyrównanie. Ale trzeba też podkreślić, że nawet najlepszy system nie zastąpi świadomości. Należy zawsze pamiętać, że jest to wciąż choroba przewlekła, wymagająca codziennego zaangażowania.

 

Jakie jest Pani zdanie o popularnych trendach zdrowotnych jak książka “Glukozowa Rewolucja”?

To ciekawy fenomen. Z jednej strony cieszę się, że ludzie chcą wiedzieć więcej o swoim zdrowiu. Z drugiej, wiedza powinna być pozyskiwana ze sprawdzonych źródeł, a wspomniana publikacja niestety zawiera wiele informacji niezgodnych z wiedzą medyczną. Nierzadko popularne książki czy influencerzy upraszczają złożone procesy fizjologiczne. Świetnie, jeśli informacje przekazywane w ciekawej formie powodują zachęcenie do zmiany stylu życia, ale zagrożeniem jest, jeśli skutkiem są działania szkodzące zdrowiu. Takim przykładem jest zachęcanie przez Dodę do odstawiania leków w chorobie Hashimoto, a zastępowania ich suplementami diety. Krytyczne myślenie powinno nam towarzyszyć za każdym razem, gdy czytamy treści publikowane poza portalami medycznymi.

 

I na koniec, jak postrzega Pani różne pokolenia w kontekście innowacji w medycynie?

To fascynujący temat. Pokolenie silver może mieć barierę cyfrową – wiele osób (choć nie wolno nam generalizować) nie korzysta ze smartfonów, nie ufa aplikacjom. Dla nich prostota i bezpośredni kontakt są kluczowe. Młodsze pokolenia – jak Gen Z – mają zupełnie inne oczekiwania. Dla nich to oczywiste, że wszystko działa online, intuicyjnie, natychmiast. I mają rację – bo jeśli zdrowie ma być na wyciągnięcie ręki, technologia musi być niewidzialna, ale skuteczna. W ostatnich dniach byłam mentorką dla grup studentów w ramach projektu Hack na Zdrowie. Młodzież zaprojektowała rozwiązania, wspierające profilaktykę otyłości u dzieci. Jestem pod ogromnym wrażeniem nie tylko ich pomysłowości, ale też wysokiej innowacyjności, a równocześnie ich pomysły były bardzo realne do wdrożenia i mogą w przyszłości przynieść duże korzyści zdrowotne.

 

Bardzo dziękuję za tę rozmowę. Za konkrety, ale też za serce, które widać w Pani podejściu.

Dziękuję! Mam nadzieję, że ta rozmowa trafi do ludzi, którzy mają wpływ na system i pokaże, że innowacja to nie tylko wielkie słowa, ale przede wszystkim realna potrzeba ludzi.

Zapraszam do dalszego śledzenia serii „Health Tech of the Week”, gdzie będziemy odkrywać więcej fascynujących historii z kręgu technologii medycznych, które zmieniają oblicze opieki zdrowotnej. Jeśli prowadzisz innowacyjny projekt z zakresu nowych technologii i medycyny lub chcesz polecić ciekawe rozwiązanie, zgłoś się do nas pod adresem: [email protected].

Nowa forma współpracy w internetowym świecie

Nowa forma współpracy w internetowym świecie

Internet daje ogromne możliwości, które coraz mocniej wykorzystujemy w rozwoju swoich przedsiębiorstw. W tej rozmowie poruszam temat wyjątkowo intensywnie rozwijający się, który bez internetu nie mógłby powstać, a stanowi podstawę nowej formy współpracy. O plusach i minusach biznesu opartego o collaborative economy przepytują Łukasza Zgiep. Zapraszam do rozmowy.

Anita Kijanka: Powiedz, Łukasz, czym się zajmujesz na co dzień?

Łukasz Zgiep: Kończę właśnie doktorat z ekonomii na temat uwarunkowań rozwoju sektora gospodarki funkcjonującego według modelu ekonomii współpracy. Prowadzę także szkolenia, warsztaty i usługi doradcze z zakresu modeli biznesowych collaborative economy.

Skąd pomysł na taki tytuł rozprawy?

Nowymi technologiami interesuję się od dawna. Tak naprawdę to już od dziecka fascynowały mnie komputery, potem przyszedł czas na smartfony. Na początku były to nie tyle smartphony, co technologie informacyjne. Zawsze starałem się rozwijać w tym kierunku, bo to mnie bardzo interesowało. Co ciekawe, zauważyłem, że im większą zdobywałem wiedzę, tym większa stawała się moja pasja do nowych technologii.

Był również czas, kiedy bardzo fascynował mnie rozwój mediów społecznościowych. Cieszę się, że mogłem to obserwować na własne oczy. Dobrze wspominam lata 2009 – 2012, czyli czas rozwoju Grona, Naszej Klasy, a potem Facebooka. Dzięki tym portalom wykształciło się w Warszawie wiele ciekawych społeczności – powstały wtedy Czwartki Social Media. Pamiętam jak chodziłem tam regularnie z Dawidem Pachą, Michałem Sławińskim, Kamilem Dziadiewiczem i wieloma innymi osobami. Na początku były to bardzo małe spotkania – przychodziliśmy tam w kilka osób i siedzieliśmy przy piwie w pawilonach. Później rozrosły się do takiego stopnia, że obecnie odbywają się w Białymstoku, Katowicach, Krakowie, Szczecinie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku, Rzeszowie, Lublinie, Olsztynie i chyba Poznaniu.

W międzyczasie zacząłem jeszcze doktorat z ekonomii. Na początku skupiałem się w nim na efektywności i na zwrotach z inwestycji w mediach społecznościowych. Jednak kiedy pojawiły się aplikacje typu Uber czy Airbnb, to zdecydowałem się na zmiany. Łącząc ekonomię i media społecznościowe płynnie przeszedłem w collaborative economy.

O nowej formie współpracy w internetowym świecie

Istnieją dwa pojęcia, które są często mylone: collaborative economy i sharing economy. Czy one się różnią według Ciebie?

Sharing economy jest pojęciem węższym niż collaborative economy, ale jednocześnie w 100% zawiera się w pojęciu collaborative economy. Sharing economy jest powszechnie rozumiane jako synonim collaborative economy, głównie dzięki licznym publikacjom w internecie oraz popularności “flagowych” serwisów, takich jak Airbnb, Uber i BlaBlaCar. Jednak, z teoretycznego i praktycznego punktu widzenia, są to pojęcia różne. Dobrym przykładem sharing economy jest blablacar oraz polski serwis jadezabiorę. Jadąc z punktu A do punktu B, użyczamy komuś swojego miejsca w samochodzie i przy okazji komuś pomagamy. Nie zarabiamy na tym, nie ma tutaj działalności zarobkowej. Dobrym przykładem collaborative economy może być na przykład Uber, albo Airbnb, gdzie mamy sytuację taką, że płacimy komuś za usługę. Oczywiście z wykorzystaniem platformy, wydaje mi się, że te platformy są najbardziej kluczowe. Niektórzy używają różnych pojęć. Na przestrzeni doktoratu musiałem się trochę z tym zmierzyć, to nie było łatwe. Peer to peer economy czy mesh economy, gig economy, sharing economy, collaborative economy – tych pojęć jest bardzo dużo. Może to powodować dysonans poznawczy, szczególnie, kiedy ktoś się tym nie zajmuje. Ludzie zastanawiają się skąd takie pojęcie i co ono znaczy.

Moim zdaniem, warto mówić o dużo szerszym zjawisku jakim jest collaborative economy, ponieważ dzięki współpracy jaką umożliwia technologia ludzie mogą nie tylko współdzielić, ale również współ: – tworzyć, – finansować, – projektować, – uczyć, – leczyć, – pracować, – pożyczać, – pomagać).

Jak sądzisz, dlaczego firmy bazujące na sharing/collaborative economy osiągają ogromny sukces?

Firmy te osiągają swój sukces dlatego, że ich działanie polega na zaspokajaniu pewnych potrzeb konsumentów konkretnymi usługami lub dobrami z zastosowaniem nowoczesnych technologii. Kluczowe są tu korzyści ekonomiczne oraz znaczące podniesienie efektywności niektórych procesów biznesowych.  

Dla przykładu, przeanalizujmy Ubera. Ludzie zawsze mieli potrzebę przemieszczania się – kiedyś jeździli konno, potem przesiedli się do samochodów i komunikacji miejskiej, teraz wykorzystują łatwą w obsłudze i nowoczesną aplikację na smartfony. Takie technologie stają się dostępne dla każdego oraz są coraz bardziej przystępne cenowo.

Z badania, które przeprowadziliśmy na potrzeby raportu Ekonomia współpracy w Polsce 2016 (www.ekonomiawspolpracy.pl) wynika, że korzyści ekonomiczne są na pierwszym miejscu w kategorii czynników zwiększających popyt.

W takim razie, czy gdyby nie Internet, to nie byłoby takich pojęć i takich firm?

Zdecydowanie tak. Wydaje mi się, że technologia i możliwość łączenia się ludźmi przez Internet w czasie rzeczywistym jest kluczem do sukcesu. Jest to podstawa do tego, żeby takie usługi mogły być świadczone.

Zadałam to pytanie, ponieważ kiedyś czytałam pewien raport, który dowodził, że wykorzystanie Internetu często psuje branżę. Czy zgadzasz się z tym?

Nie zgadzam się z tym, moim zdaniem Internet ułatwia i usprawnia działania oraz skutecznie eliminuje nieefektywności z branży.

Czytałem kiedyś badania naukowe ze Stanów Zjednoczonych z 1978 roku, które opisywały podobne zjawisko, dokładniej “collaborative consumption”. Collaborative consumption polega na tym, że ludzie w swoich lokalnych społecznościach współużytkują rzeczy. To oznacza, że już kiedyś podobne zjawisko było naukowo opisywane i badane, a Internet stał się katalizatorem jego zastosowania w technologii.

W takim razie, wracając do Ubera, kwestii takich jak protesty przeciwko niemu czy jego nielegalności w niektórych krajach. Mówisz, że to jest element collaborative economy i tego, że to jest usprawnianie pewnych procesów? Jak to wszystko ma się do naszego bezpieczeństwa w przypadku Ubera i z drugiej strony zwykłych taksówek?
W czym lepszy jest Uber od zwykłej taksówki?

Moje doświadczenia z przejazdów zwykłymi taksówkami nie są zbyt pozytywne. W Uberze czy innych tego typu usługach (np. iTaxi czy MyTaxi) możesz ocenić kierowcę. Jest to element przejazdu, który buduje lub niszczy zaufanie do kierowców i tym samym podnosi bezpieczeństwo przejazdów. Zwykłego taksówkarza niestety nie możemy tak łatwo ocenić. Zamawiamy taksówkę, pokonujemy daną trasę, taksówkarz ponarzeka, coś nam poopowiada, no i tyle – śmierdziało papierosami i cześć.

Jeżeli jadę Uberem, to w analogicznej sytuacji po zakończeniu kursu muszę ocenić przejazd (jest to obligatoryjne). Dzięki temu, poziom jakości usług jak i bezpieczeństwa wzrasta. Jeżeli ktoś jest niedoświadczony i źle wykonuje swoją usługę, to szybko jest weryfikowany przez społeczność, która korzysta z danej platformy.

I wcale nie jest tak, że wszyscy używają GPSów bo nie znają miasta. Chodzi o to, że jazda z GPSem jest bardziej efektywna. GPS wie, która ulica stoi w korku, a taksówkarz, nawet najlepszy, nie będzie miał w głowie tych wszystkich informacji.

Kiedyś czytałam badania, które dowodziły, że w ciągu jedenastu lat firmy, które działają w obszarze collaborative economy mają wzrosnąć dwudziestodwukrotnie lub dwudziestotrzykrotnie.

Tak, to estymacja PwC.

Jakie są korzyści dla osób korzystających z usług collaborative economy? Mówiłeś o oszczędnościach, możliwości weryfikacji dostawców czy w ogóle samej branży. Czy jest coś jeszcze?

Aby móc odpowiedzieć na to pytanie przebadaliśmy tysiąc czterysta sześć osób i, tak naprawdę, to wszystko zależy typu człowieka i jego motywacji. Niektórzy ludzie cenią stawiają na social experience – doceniają to, że z kimś jadą, że doświadczają, że poznają innych ludzi. Są też osoby, które dostrzegają w tym korzyści ekologiczne, uważają, że to efektywne wykorzystanie zasobów.

Wypisałam sobie obszary, w których działa collaborative economy. Są to np. transport, edukacja, finanse, rozrywka, nieruchomości oraz noclegi. W jakich obszarach może jeszcze rozwinąć się collaborative economy w przyszłości?

Zamieniłbym tutaj odrobinę kolejność i wymienił obszary według wartości i rozmiaru rynku. Także najpierw jest transport, finanse, nieruchomości i dopiero potem edukacja. Uważam, że efektywność każdej branży można poprawić dzięki wprowadzeniu do niej collaborative economy.

Polecam zapoznać się z HoneyComb 3.0 Jeremiaha Owyanga, którego poznałem osobiście w Paryżu i potem spotkałem jeszcze w San Francisco. On profesjonalnie do tego podszedł, ponieważ przeanalizował ponad dziewięć tysięcy firm, które mają takie modele biznesowe. Jeremiah stworzył na ich podstawie schemat o kształcie plastra miodu, gdzie pokazuje konkretne branże, a każda branża, z kolei, ma wewnątrz siebie różne modele biznesowe. Na przykład finanse podzielone są na: kryptowaluty (czyli bitcoiny), projekty crowdfundingowe (Kickstarter) oraz społecznościowe wymiany walut (Walutobox, Cinkciarz, czy polskie Kiva i Kokos).

O nowej formie współpracy w internetowym świecie

Co takiego fascynuje Cię i interesuje w collaborative economy, że zdecydowałeś się poświęcić temu pracę doktorską?

Fascynuje mnie to, że collaborative economy nie jest jeszcze do końca zbadane. To wszystko dzieje się i rozwija naszych oczach i, tak na dobrą sprawę, nie wiemy, w którym będzie się rozwijać. Jestem przekonany, że ludzie będą z tego korzystać, wszystko na to wskazuje.

Niedawno widziałem infografikę od EY, która pokazuje, że rozwój pracy będzie przebiegać w dwóch etapach. Pierwszy etap to “the gig economy” (znany nam jako collaborative economy) – czyli czas powstawania platform takich jak Uber, Airbnb czy Etsy. Natomiast drugim etapem jest “the machine economy”, czyli moment, w którym praca ludzi będzie wykonywana przez maszyny wspierane sztuczną inteligencją.

Jaki jest Twój ulubiony przykład collaborative economy, który, uważasz, jest takim benchmarkiem dla pozostałych?

Bardzo ciekawym przykładem jest Airbnb. Jednak wydaje mi się, że jeszcze lepszym jest Couchsurfing, który dodatkowo zbliża ludzi – bo nie tylko nocujesz u kogoś na kanapie, ale też możesz liczyć na to, że osoba u której się zatrzymałeś oprowadzi Cię po mieście. To bardzo unikalne doświadczenie, którego nie doświadcza normalnie turysta.

Podobnie jest z Blablacarem, bo nie tylko jedziesz z punktu A do punktu B, ale także poznajesz nowych ludzi, z którymi masz okazję porozmawiać. I nie ma to nic wspólnego ze zwykłym zamawianiem usług przez Internet. Wydaje mi się, że w przyszłości będzie się to bardzo rozwijać, ponieważ w zdigitalizowanym świecie, gdzie osobiste kontakty międzyludzkie zanikają, ludzie będą chcieli mieć kontakt z innymi. Te dwie platformy są zdecydowanie moimi faworytami, bo zwiększają wartość społeczną i kontakty z innymi ludźmi.

Która nie ma nawet jednego własnego auta.

Airbnb też nie ma żadnego własnego apartamentu. To tak jakby powiedzieć, że najszybciej rozwijający się bank nie ma żadnych pieniędzy.

W jakim kraju na świecie collaborative economy przyjęło się najlepiej?

Nie wiem, czy były jakieś badania na ten temat, ale wydaje mi się, że collaborative economy najlepiej przyjęło się w Stanach Zjednoczonych. Jest to bardzo innowacyjny rynek i tam w ogóle wszystkie nowe usługi są szybciej testowane i szybciej się przyjmują.

Jeśli chodzi o Europę, to ciekawym przykładem są Helsinki, gdzie same władze miasta silnie wspierają wszystkie usługi typu collaborative economy. W Polsce takie usługi również szybko się rozwijają. Jak wynika z naszych badań, 92% ludzi zna już collaborative economy, a ponad 42% korzystało już z takich usługi.

To dużo.

Tak, to jest bardzo dużo. Oczywiście nie pytaliśmy wprost czy używają collaborative economy, bo nie byłoby to obiektywne. Pojęcie “ekonomia współpracy” zna około 18% polskiego społeczeństwa – nie każdy musi je znać. Dlatego też pytaliśmy o konkretne usługi i marki.

Jeździsz na różne konferencje, spotkania i seminaria. Opowiadasz o Waszym raporcie i collaborative economy. Jak władze naszego kraju reagują na tego typu rozwiązania biznesowe? Chyba nasz kraj formalnie i prawnie jest przygotowany na obecność takich usług?

Wiele razy próbowałem skontaktować z administracją publiczną w tym temacie. Brałem też udział w konsultacjach Unii Europejskiej. Niestety podejście naszych władz do tego tematu nie jest tak pozytywne jak w innych krajach.

Na przykład, w Wielkiej Brytanii już w 2012 roku bardzo dynamicznie zaczęły rozwijać się pożyczki społecznościowe, czyli “peer to peer lending”. Tamtejsze władze postanowiły, że nie zabronią przecież ludziom pożyczać sobie nawzajem pieniędzy. Uchwalili więc bardzo dobrą ustawę, która reguluje rozwój pożyczek społecznościowych. Dzięki temu w cztery lata powstało tam dwadzieścia dużych serwisów. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych jest 8 takich serwisów, które świadczą peer to peer lending i przekraczają kapitalizację miliarda dolarów. Więc to też jest bardzo duży wolumen.

W Polsce mamy trzy serwisy, które działają, niestety trochę na pograniczu prawa. Wymieniane są tam dużo mniejsze kwoty – rzędu dwóch milionów złotych miesięcznie. Jest to zaledwie promil tego, co obserwuje się w Wielkiej Brytanii.

Uważam, że w administracji publicznej powinny być osoby, które śledzą trendy i nowe technologie, osoby, które zastanawiają się, jak wspomóc rozwój collaborative economy w przyszłości. Wydaje mi się, że to jest ogromna szansa dla Polski i naszej gospodarki, bo Polacy szybko przyswajają takie nowości. Dlatego bardzo potrzebne jest nam wsparcie Państwa  – w myśl zasady po pierwsze nie szkodzić, po drugie wspierać.

No to ostatnie pytanie. Jeśli chcemy poczytać więcej o collaborative economy, to co warto czytać?

Warto śledzić mojego bloga. Polecam też poczytać bloga Jeremiah Owyang z San Francisco – on zajmuje się tym zjawiskiem znacznie dłużej niż ja. Prowadzi swojego bloga, współpracuje z korporacjami, publikuje raporty. Bardzo ciekawe są również raporty wydawane przez firmy konsultingowe, typu EY, PwC, Deloitte.  

W Polsce, póki co, pojawiło się tylko jedno opracowanie na temat sharing economy – wypuszczone przez PwC na początku tego roku. Warto również zapoznać się z naszym raportem, który przygotowaliśmy we współpracy z Deloitte. Raport jest taką biblią collaborative economy w Polsce. Zachęcam do  i gorąco polecam: www.ekonomiawspolpracy.pl.